Miaauuuu! – cd. zabawa w ciocię – z pamiętnika Ewy

Dodano: 30 sierpnia 2010r.

Tagi:

Bolą mnie mięśnie. I to w takich miejscach, że nigdy w życiu nie podejrzewałabym nawet, że mam tam mięśnie. Ale mnie bolą. Więc mam. A wszystko oczywiście przez Kubusia. Jasne, obiecywałam, że nie będę go dźwigać, nosić, podrzucać i tak dalej i tak dalej… Ale się nie da. To znaczy, da się, ale jakim kosztem. Minister zdrowia ostrzega: płacz dziecka może powodować trwały uszczerbek na zdrowiu psychicznym opiekuna. A więc – wybór należy do ciebie!
Kuba, jak to dziecko ciekawe wszystkiego, chce czasem dotknąć rzeczy, które nie są niestety w zasięgu jego rąk. I wychodzi z prostego założenia: dorośli służą do tego, żeby dziecku pomóc (czyt. podać, podnieść, przynieść…). Tym dorosłym czasem bywam ja. Czasami rzeczywiście sobie radzę. Jestem twarda i nic nie daję na sobie wymuszać. To są dni, kiedy mam niesamowitą odporność psychiczną na płacz małych dzieci (czasem myślę, że tak się chyba zaczyna znieczulica społeczna). No ale takich dni nie mam zbyt wiele. I Kubuś to doskonale wie. Potrafi swoim zmysłem wyczuwania wyczuć bezbłędnie, kiedy nawet nie jestem w stanie podjąć z nim walki, po prostu wymiękam już na starcie. Syczę wtedy tylko przez zaciśnięte zęby:
Zobaczysz Kuba, jak będziesz miał prawo jazdy to się szybko nauczysz, że wymuszenie to nic dobrego. I oby tylko żaden policjant ci tego nie chciał tłumaczyć, bo jak ci już wytłumaczy, to będziesz uboższy o kilka stówek…

Chylę czoła przed wszystkimi rodzicami, dziadkami, ciociami i wujkami i innymi mniej lub bardziej spokrewnionymi, którzy potrafią w żmudnym procesie wychowywania dziecka trzymać się pewnych zasad. Wymyśleć zasady (albo je wyczytać w piśmie dla mam) jest łatwo. Trudniej jest być silnym i konsekwentnie ich dotrzymywać. Ja chyba z konsekwencją mam problemy i teraz za to płacę. Na przykład bólem mięśni. Strach pomyśleć co będzie, jak na świecie pojawią się bliźniaki – PoTomki Gosi i Tomka. Trzech chłopców z wielką chęcią poznawania świata i patrzenia na niego z wysokości osoby dorosłej (czyli dla mnie: noszenie, noszenie, noszenie…) Chyba muszę się zapisać na siłownię…inaczej kiepsko to widzę…

P.S. Kubuś nauczył się mówić Miaauuuu!. Do nauki posłużyłam mu, nie chwaląc się, ja. Podczas sobotniego spotkania w gronie rodzinnym przepytywaliśmy Młodego jak mówią różne zwierzątka i zaczęłam (ku uciesze wszystkich obecnych) udawać ruchy kotka mówiąc miaauuuuu! żeby mu się łatwiej kojarzyło. Efekt jest taki, że skojarzyło mu się aż za bardzo, bo teraz na mój widok mówi pięknie głośno i wyraźnie miaaauuuu! i wyciąga rączkę żeby mnie pogłąskać po główce.

Autor:

Poinformujemy Cię o kolejnych treściach.

Poinformuj nas o ciekawym artykule! | +
JR

Patronaty

Leszek Peszek i jego najlepszy przyjaciel

Imię i nazwisko (wymagane)

Adres email (wymagane)

Temat

Treść wiadomości

Zamknij